Kultura i rozrywka

Veganmania 2016 Trójmiasto

veganmania gdansk

Dziś krótki post opatrzony paroma zdjęciami z trójmiejskiej Veganmanii i wracam do nauki, jednak o tym wydarzeniu muszę tu wspomnieć, tym bardziej, że było pierwszym, w którym udało mi się wziąć udział – w trakcie sesji najbardziej uciążliwy jest brak czasu, jednak tego przegapić nie mogłam. Za każdym razem, gdy w mojej okolicy odbywała się tego typu impreza, coś mi wypadało. Tak samo było tym razem, nawet nie myślałam o zapisaniu się na jakiekolwiek warsztaty i teraz żałuję, bo zamiast ‚wpaść na chwilkę coś zjeść, szybko kupić coś, co mi się spodoba’, spędziłam tam z moim facetem niemal cały dzień. Trudno, nauka nie zając, a my jednogłośnie mówimy: warto było!  Tylu wegan w jednym miejscu – świetna sprawa. Ale to jedzenie!DSC_0094Pojechałam tam z myślą, że może akurat trafię na jakiś dobry pędzel do różu na kosmetycznym stoisku. Albo lepiej – że znajdę kubek z wegańskim napisem, który dołączy do przepełnionej szafki (moje dążenie do minimalizmu jakoś kubki pomija). A w takim zupełnie najlepszym przypadku wrócę z kilkoma książkami kucharskimi czy popularno-naukowymi, bo te drugie ostatnio mnie zaciekawiły. Pędzli ani kubków nie znalazłam, za to gdy dotarliśmy już do miejsca, w którym można było kupić książki, okazało się, że dosyć mocno przekroczyliśmy planowany budżet. A winą za to wszystko obarczone zostaje jedzenie! Różnorodność oferowanych smaków sprawiła, że sami już nie wiedzieliśmy, w którą stronę się kierować i na co właściwie mamy ochotę, więc jedliśmy wszystko po kolei, co wpadło nam w oko. Moja dieta oficjalnie padła – poddała się i poszła płakać do kąta, a mi przykro, bo więcej już nie zmieściłam, choć najchętniej spróbowałabym wszystkiego.
Co tu dużo mówić – jeśli macie możliwość pojawienie się na takiej imprezie – korzystajcie! Dla mnie to była świetna okazja, aby poznać nowe, inspirujące smaki, które z czasem spróbuję odtworzyć w mojej kuchni w możliwe najmniej bolesny i skomplikowany sposób, a dodatkowo najlepsza wymówka, żeby odłożyć dietę i najeść się takich pyszności. Wychodząc żałowaliśmy dwóch rzeczy – nie można było płacić kartą, a my zabraliśmy za mało gotówki, a także tego, że veganmania nie odbywa się co tydzień.
Teraz idę dalej umierać z przejedzenia przy nauce, a Wam zostawiam kilka zdjęć. Uwaga, nie oglądać na głodnego! 😉

Całe szczęście, że zaczęliśmy od Krowarzywa – potem kolejka tylko rosła. W końcu spróbowaliśmy i oficjalnie były to najlepsze burgery, jakie jedliśmy do tej pory!

Krowarzywa

Tofex + Burger tygodnia, czyli Kalafiorex (wygrywa!)

Krowarzywa (2)Ciasto bananowe na spodzie z orzechów i daktyli od GugaFood. Bez cukru, więc chwilowo wyrzuty sumienia wstrzymane.

GugaFood

I jeszcze więcej pysznych rzeczy, w których już się pogubiliśmy i nie możemy dojść do porozumienia, co w końcu jedliśmy.

DSC_0115 DSC_0116

Kilka z nich wzięliśmy na wynos, ale tak kusiły, że zjedliśmy od razu po powrocie do domu. Kanapka od VeGang z seitanem była mistrzowska, aż szkoda, że nie wzięliśmy więcej, byłyby w sam raz na jutro do pracy. A kokosowa baklava od Ottomańskiej Pokusy to jeszcze lepsza wersja bounty, za którym tak tęskniłam!
Baklava+VeGang+Bakra

I przerwa od jedzenia w towarzystwie adoptowanego aloesu ze Schroniska dla Roślin. Póki co zostało na mnie nałożone ograniczenie co do ilości adoptowanych zwierząt – o roślinach jeszcze mowy nie było, więc przyjadę po więcej. 😀

DSC_0127Tak więc mamy nowego kwiatka po wewnętrznej stronie oknie. A tu jeszcze tyle miejsca!

Schronisko dla Roślin

Zapisz

  • Miło, że wpadłaś!:)

    • niepoprawna weganka

      Wpadłam, bo się miło zapowiadało. 😀