Kultura i rozrywka

Status moralny zwierząt

Urszula Zarosa - Status moralny zwierząt

Od grudnia czytam Status moralny zwierząt – jestem w połowie lektury i to już chyba najwyższa pora, żeby napisać o niej kilka słów, bo nie mam pewności, czy wytrwam do końca. Może się okazać, że poza lekturami szkolnymi to będzie jedyna pozycja, której nie dokończę. 

Publikacja tej książki odbiła się szerokim echem w wegańskich zakątkach internetu, pisano o niej wszędzie i w samych superlatywach. Sięgnęłam po nią, gdy byłam na etapie „chcę wiedzieć wszystko o weganizmie, więc muszę dużo czytać„. Zdanie z okładki oświadczające, że „ta książką nie narzuca odpowiedzi, ale przystępnym językiem opowiada o filozofii, w której liczy się cierpienie każdej jednostki, niezależnie od tego, do jakiego gatunku należy” brzmiało zachęcająco. Teraz pozostaje mi tylko zadać pytanie: gdzie jest ten przystępny język?

Mówiąc wprost: jest to potwornie męcząca lektura. Brnęłam przez nią przez wiele miesięcy, przysypiając co kilka stron albo łapiąc się na tym, że już nie wiem, o czym czytam, bo myśli biegną swoim torem. Książka wymaga absolutnego skupienia, bo jest napisana w pozbawiony emocji akademicki sposób. Dość trudny, nieprzyjazny przeciętnemu czytelnikowi język sprawia, że częściej skupiam się na zrozumieniu słów, niż na samym przekazie. Koniec końców – nie wiem, co napisać o treści książki, bo niewiele z niej wyciągnęłam. Często pojawiały się porównania zwierząt do zarodków i embrionów, ludzi niepełnosprawnych, w stanie wegetatywnym. Ale co dokładnie? Nie pamiętam. Utknęłam gdzieś na jakimś wywodzie o płodach, którym poświęcono tyle miejsca, że zaczęłam się zastanawiać, o czym ta książka traktuje.

Urszula Zarosa - Status moralny zwierząt

Pewnie ją skończę, ale tylko przez głupi nawyk, który nie pozwala mi odłożyć niedoczytanej książki na półkę. Nie jest to lektura warta polecenia, jeśli ma być czytana dla przyjemności w wolnej chwili. Natomiast może okazać się przydatna dla osób, które szukają źródeł do pracy naukowej w tym zakresie tematycznym.

  • Aga

    ohhh bardzo nie lubię książek pisanych w akademicki sposób…

    • niepoprawna weganka

      Ja nie jestem fanką takich książek, ale czasem czytam – można się z nich sporo dowiedzieć. O ile się rozumie, o czym się czyta – tu bywały z tym problemy. 😉

  • agata_tuareg

    Mam podobne zdanie o tej książce, chociaż przeczytałam całą w jakiś tydzień-dwa i nie żałuję. Mimo że kurs filozofii na studiach był jednym z moich ulubionych przedmiotów, ciężko się czytało i zgadzam się, za dużo o płodach. Na pewno nie jest to książka dla początkujących, tylko dla osób mocno wkręconych w weganizm i filozofię, które nie chcą przepuścić żadnej książki na temat:) Dużo bardziej polecam „Książkę o prawach zwierząt” wydaną przez Fundację Czarna Owca Pana Kota – jest o prawach zwierząt w kontekście filozofii i religii, ale wszystko bardzo przystępnie i skrótowo napisane, są wywiady z aktywistami, są przedstawione różne poglądy – mi czytało się bardzo dobrze i zdarza mi się do tej książki wracać, a „Status moralny zwierząt” od razu puściłam dalej.

    • niepoprawna weganka

      „Książki o prawach zwierząt” ostatnio nie mogłam nigdzie złapać, a właśnie słyszałam o niej dużo pozytywnych opinii! A „Status moralny zwierząt” mam nadzieję jeszcze kiedyś skończyć, dlatego stoi na półce, jednak na razie potrzebuję czegoś zdecydowanie mniej wymagającego. 😉