Na temat

Rok weganizmu i co się zmieniło

rok weganizmu

Jak możecie się zorientować po tytule – mija rok, od kiedy postanowiłam zmienić styl życia.

Tak na oko. Dokładnej daty nie pamiętam, bo przeszłam na wegetarianizm, a po kilku dniach stwierdziłam, że to za mało i nie ma na co czekać. Potem jeszcze gdzieś wpadło jajko do obiadu, dojadłam jogurt z lodówki, ale mniej więcej w ciągu tygodnia wyeliminowałam wszystkie produkty odzwierzęce i przyzwyczaiłam się do czytania etykiet. Rocznicę zarządzam na dziś, bo akurat miałam czas upiec babeczki w celu rozpustnego świętowania!

Jak przystało na wegańską blogerkę, przygotowałam dla Was podsumowanie mojego roku wielkich zmian, bo – nie ukrywam – zmieniło się sporo. W tym poście skupiłam się przede wszystkim na kluczowych kwestiach, których często obawiają się osoby przechodzące na weganizm lub są nim zainteresowane, a jednak z jakiegoś powodu jeszcze się nie zdecydowały – mam nadzieję, że tym wpisem uda mi się rozwiać Wasze wątpliwości i zachęcić do takiego stylu życia.
Na początek przypomnienie – na weganizm zdecydowałam się ze względów etycznych, kwestie zdrowotne są mi dalekie, ale o zdrowiu za chwilę.

1. Przede wszystkim – czy żałuję?

Wiele razy w ciągu roku zadawano mi to pytanie – moim zdaniem nielogiczne. Gdybym żałowała, w jakiś sposób czuła się z tym źle, to już dawno porzuciłabym ten styl życia. Ale są dwie rzeczy, których żałuję.

Oczywiście jak niemal wszyscy weganie żałuję, że zdecydowałam się na to tak późno, a przez wiele lat z niewyczerpanymi pokładami hipokryzji mówiłam, jak bardzo kocham zwierzęta. Poza tym katowałam się dietami, miałam problemy z ustabilizowaniem metabolizmu, nieregularny cykl miesiączkowy, walczyłam o lepszą cerę i w tym wszystkim weganizm okazał się najlepszą drogą – tylko dlaczego tak późno?

Drugą rzeczą, której żałuję, to nabyta wiedza o traktowaniu zwierząt. To sprawa dosyć zawiła, bo z jednej strony dobrze jest wiedzieć, mieć jasne powody własnych wyborów, a także argumenty w nierzadkich dyskusjach, z drugiej strony czasem chciałabym żyć w błogiej nieświadomości. Nie zrozumcie mnie źle – nigdy więcej nie sięgnę po mięso czy nabiał, ale czasem chciałabym po prostu jeść swoją trawę bez świadomości, dlaczego to robię, bo myśl o tym jest po prostu okropnie bolesna.

2. Weganizm to lepsze samopoczucie

Myślę, wcale nie przesadzając, że to była najlepsza, w pełni świadoma decyzja w moim życiu. Poczucie, że nie przyczyniam się do tak wielu negatywnych aspektów produkcji mięsa i produktów odzwierzęcych sprawia, że czuję się lepszym człowiekiem. Otworzyłam oczy i w końcu wiem, mam pewność, że postępuję słusznie. Myślałam, że wychodzę ze strefy komfortu, natomiast teraz uważam, że rezygnacja z kulturowych dyktatów i nawyków sprawiła, że dopiero w tej strefie się znalazłam – mojej własnej strefie komfortu, gdy czuję, że żyję w zgodzie ze swoim sumieniem, przekonaniami, po prostu ze sobą.

3. Czy cieszę się lepszym zdrowiem?

Mówiąc o samopoczuciu, nie sposób pominąć zdrowie, jednak nad czym tu się rozwodzić… Czuję się dobrze. Na zdrowie nigdy szczególnie nie narzekałam, chorowałam średnio raz w roku – jesienią. W tym roku skończyło się na jesiennym katarze, więc nadal mogę się pochwalić świetną odpornością, mimo że moja dieta nie jest idealnie zbilansowana. Nie przykładam zbyt wielkiej uwagi do mikro czy makro składników, jedynie na co dzień unikam wysoko przetworzonych produktów i po prostu staram się jeść intuicyjnie i różnorodnie – to wystarcza. Nie robię szczegółowych badań, bo jakoś wylatuje mi to z głowy, a nie czuję specjalnej potrzeby, to raczej zwykła ciekawość. Moja krew jest badana jedynie pod kątem donacji, bo wreszcie udało mi się zakwalifikować na dawcę. Gdy byłam na diecie tradycyjnej, często miałam niedobór żelaza. Nie mogę mówić, że weganizm zdziałał cuda, bo żelazo utrzymuje się na niskim poziomie, jednak w końcu mieści się w zalecanych normach.

4. Lepsze trawienie i podkręcony metabolizm

Przewód pokarmowy nie jest zawalany ciężkostrawnym mięsem czy nabiałem, który – jak już powszechnie wiadomo – nie służy ludziom, więc pracuje sprawniej i trawi szybciej. Najbardziej odczuwałam to przez pierwszych kilka tygodni, bo organizm nie był przyzwyczajony do przetwarzania takiej ilości lekkostrawnego pożywienia, a ja sama byłam w szoku, że mogę tyle jeść, a jednocześnie czuć się dobrze i nie tyć. W tej chwili wszystko jest już w pełni wyregulowane, nadal jem sporo, a choć zdarzają się wieczory, kiedy do filmu zjadam furę frytek i zagryzam czekoladą, to mój organizm radzi sobie z tym dużo lepiej, niż kiedyś.

5. Dieta wegańska na odchudzanie

Tak, tak i jeszcze raz tak! Te pierwsze tygodnie przyspieszonego metabolizmu miały naprawdę niemały wpływ na moją sylwetkę. Nie planowałam tego, skupiłam się na poznawaniu podstaw wegańskiej kuchni i z pewnością nie chodziłam głodna, a mimo to kilogramy leciały w dół. Oczywiście muszę wspomnieć też o tym, że gotowałam sama i moja dieta zaczęła się opierać na najprostszych wegańskich produktach czyli kaszach, warzywach, owocach itd. Słodycze były czymś sporadycznym, bo nie orientowałam się jeszcze, które są wegańskie.

W wielkim skrócie: na początku wydawało mi się, że mogę jeść tylko to, co sama przygotuję i w sklepach nie ma czego szukać, a niespodziewanie okazało się to świetnym startem i trochę terapią szokową dla wprowadzenia nieco zdrowszej diety. Prawie rok temu udało mi się schudnąć około 5 kg bez żadnej diety i pracy, a teraz bez problemu utrzymuję wagę nie wydzielając sobie jedzenia i nie licząc desperacko każdej kalorii z czekolady, na którą czasem najdzie mnie ochota.

6. Mocne włosy i paznokcie, gładsza cera

Panuje powszechny mit, że weganie są niedożywieni, ich cera szarzeje i wyglądają raczej niezdrowo. W moim przypadku dieta nie miała żadnego wpływu na włosy, które wymagały jedynie, by o nie wreszcie zadbać, o czym pisałam już tutaj. Natomiast patrząc na paznokcie widzę ogromną różnicę – kiedyś choć były twarde, dosyć często się rozdwajały, a ja łykałam kolejne kolorowe witaminki. Teraz są długie, mocne i po prostu ładne.

Cera okazała się nieco trudniejsza do okiełznania – zmiana diety sprawiła, że pryszcze z okolicy ust i brody niemal zniknęły, ale w zamian pojawiły się drobne wypryski na czole. Nie były aż tak widoczne, więc przez jakiś czas mnie to cieszyło, jednak potem postanowiłam powalczyć dalej i podejmując kolejne kroki udało mi się osiągnąć całkiem zadowalający efekt – temu wszystkiemu poświęcę oddzielny wpis. Na razie podsumuję jedynie, że w moim przypadku wegańska dieta była najskuteczniejszym środkiem do walki z różnymi niedoskonałościami cery, cała reszta to tylko dodatki.

7. Cykl miesiączkowy a weganizm

Kolejna sprawa, o którą wiele osób się martwi. Wiem, że są kobiety, które zaobserwowały zanik menstruacji i przyznaję, że również się tego obawiałam. Mój cykl nigdy nie był regularny, a teoretyczne 28 dni rozciągało się czasem nawet do dwóch – trzech miesięcy, więc tym większy był mój strach. Od kiedy wprowadziłam dietę roślinną, spóźnienie wynosi maksymalnie tydzień, a dla mnie to już powód do radości. Jednak o wiele bardziej cieszy mnie fakt, że bóle w pierwszym dniu są łagodniejsze. Kiedyś niemal co miesiąc zwijałam się z bólu, często pomagało dopiero połknięcie kilku tabletek przeciwbólowych, natomiast teraz ból jest do przeżycia i przeważnie obywam się bez tabletek, a te skrajnie silne bóle pojawiają się raz na kilka miesięcy.

8. Weganom jest zimno

Niestety – na początku tak było. Poprzednia zima była prawdopodobnie najzimniejszą w moim życiu. Bardzo szybko traciłam ciepło będąc na zewnątrz, a w domu chodziłam w długich spodniach i swetrach, choć przyzwyczajona byłam do krótkich spodenek i koszulek. Na najbliższą zimę nastawiałam się jak na wojnę. Wygląda na to, że nie będzie to konieczne, bo choć znajomi wyciągają już zimowe kurtki, mi nadal wystarcza jesienna, więc chyba wszystko wróciło do normy. Wydaje mi się, że to uczucie zimna było przejściowe, choć nie chcę zapeszać. Niezmiennie marznę w dłonie i stopy, ale ten stan towarzyszy mi od lat, dlatego nie wiążę go z dietą. I owszem, wiem, pewnie sport by pomógł, ale wytrwale pozostaję leniuchem.

9. Dieta wegańska daje więcej energii

Weganie często o tym mówią – czują wielki przypływ siły i ochoty na trening, bo energia ich wręcz rozpiera. Osoby odżywiające się tradycyjnie, boją się z kolei tego, że przez dietę wegańską będą miały tej energii za mało. Ja nie potwierdzam żadnej z teorii, bo nie poczułam wielkiej różnicy. Sportów nie uprawiam, żyję, jak żyłam i jest mi dobrze. Nie mam problemów z koncentracją, pamięcią, ani niczym innym. Fakt, nie jestem też tak ospała jak kiedyś, ale jednocześnie zaczęłam dbać o sen i jego jakość. Wyregulowanie dobowego cyklu dało mi bardzo dużo, więc nie wiem, czy nie byłoby przesadą mieszanie w to diety, skoro kiedyś zwyczajnie się nie wysypiałam.

10. Relacje z rodziną i znajomymi

Między nami niewiele się zmieniło, jednak potrzebny był czas i trochę determinacji. Na początku wszyscy traktowali moje słowa z przymrużeniem oka, jako tymczasowe dziwactwo. Niektórzy próbowali wytłumaczyć mi, że to zły pomysł, bo nie dostarczę swojemu organizmowi potrzebnych składników, inni potrafili przyjąć moją rezygnację z mięsa, ale mleko i nabiał było już przesadą.

Generalnie bliżsi, a o dziwo także ci dalsi znajomi, nagle ogromnie zainteresowali się moim zdrowiem. Nie usłyszałam złego słowa, gdy jedliśmy kebaby, chipsy i popijaliśmy piwo, ale gdy zaczęłam wcinać marchewki, reakcje stały się – z mojego punktu widzenia – dosyć śmieszne. Najlepszy argument przeciw weganizmowi wręczyłam im sama – muszę suplementować witaminę B12. Uwagi w stylu: widzisz, jednak ta twoja dieta nie dostarcza ci wszystkiego, były wypowiadane z troską, powagą i mądrą miną, ale też z cichą satysfakcją, że jednak mają rację, choć zapominają, że oni w tym samym czasie faszerują się Rutinoscorbinem na odporność, Belissą na lepszy wygląd i Ranigastem na wieczne przeżarcie i uczucie ciężkości.

Z czasem to wszystko minęło i teraz temat mojej diety jest bardzo rzadko poruszany. Gdy wpadam na herbatę, koleżanki zawsze wyposażone są w Oreo i czekoladę z masłem orzechowym, a rodzice znają kilka wegańskich obiadów, które można kupić w Biedronce i które zawsze czekają na mnie w lodówce, gdy ich odwiedzam. Ja natomiast bardzo doceniam takie gesty, bo pokazują, że te osoby zaakceptowały moją decyzję. Sama z kolei staram się nie robić żadnych uwag na temat ich diety, chyba że kogoś jeszcze najdzie na rozmowę o tym, że weganizm jest zły, ale to się tyczy raczej dalszej rodziny, którą widuję raz w roku.

11. Koszty

Moim zdaniem wegańska dieta jest dużo tańsza od tradycyjnej, ale sama raczej nie korzystam z gotowców. Myślę, że nie częściej niż raz w miesiącu kupuję parówki sojowe czy jogurt, a generalnie moja dieta bazuje na produktach tanich i powszechnie dostępnych, co wiąże się z dużą oszczędnością i od początku to zauważyłam. Obecnie jednak wydaję na jedzenie tyle samo, co kiedyś. Powód jest prosty – rozsmakowałam się w jedzeniu, nie liczę posiłków i kalorii, a próbowanie nowych rzeczy to coś wspaniałego, dlatego nie żałuję sobie egzotycznych owoców czy innych, nie zawsze tanich produktów.

Co do pozostałych aspektów weganizmu: moje ubrania w ogóle się nie zmieniły, buty, paski i inne wyroby ze skóry ekologicznej są tańsze, niż te wykonane ze skóry naturalnej, a kosmetyki to zawsze kwestia wyboru – można kupować produkty tanich marek typu Ziaja, Joanna, czy Isana, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by zamówić przez internet trudno dostępne kosmetyki z najwyższej półki. Ja ograniczyłam ilość kosmetyków, ale też część z nich wymieniłam na naturalne, więc ogólny bilans raczej pozostał bez zmian – w każdym razie nie odczułam żadnej różnicy.

12. Trudności zniknęły

Nie będę ukrywać, że tak duże zmiany w stylu życia pociągają za sobą pewne trudności. Czułam, że robię dobrze, ale nie zawsze wiedziałam, jak to wszystko ogarnąć. Nie miałam pomysłu, co zrobić na obiad, co wziąć ze sobą na uczelnię, jak odpowiadać na głupie uwagi innych, ani jakim cudem spamiętać te wszystkie nazwy niewegańskich składników w kosmetykach. Najgorzej oczywiście jest na początku, a z czasem o tym wszystkim po prostu się zapomina, bo wybory stają się naturalne. Oczywiście nadal zdarzają się pewne niedogodności, jak choćby impreza, na której nie przewidziano wegańskich potraw. W ostateczności zawsze mogę sięgnąć po pyszne owoce. Dla mnie to błahostki, bo przecież nie zdarzają się codziennie. A na co dzień trudności już nie widzę, żyję tak samo, jak żyłam, tylko sumienie i samopoczucie mam lżejsze.

Zmiany na lepsze!

Weganizm wpłynął na wiele płaszczyzn mojego życia i w każdym przypadku był to wpływ pozytywny. Nie czuję, żebym cokolwiek straciła. Przestawiłam myślenie i teraz wiem, że ten styl życia jest po prostu normalny. Nie chodzi o to, że jest właściwy czy dobry, ale właśnie normalny. Żadna normalna osoba nie chce cierpienia i śmierci drugiego stworzenia, a mimo to rzeźnie wciąż istnieją. To paradoks, z którego na co dzień ludzie nie zdają sobie sprawy. Po prostu o tym nie myślą. Weganizm nie jest niczym niezwykłym, nie jest poświęceniem czy wielkim heroizmem w walce o zwierzęta. Jest po prostu pojęciem, za którym stoi dobro, empatia, współczucie i miłość. Wierzę też, że jest naturalną decyzją ludzi, którzy chcą i potrafią otworzyć oczy.

Tak, to wszystko jest bardzo łatwe. Mimo tych kilku trudności to był dobry rok. Jeśli mimo wszystko wciąż się zastanawiasz, obejrzyj proszę wykład Gary’ego – ja trafiłam na niego dopiero parę miesięcy temu i żałuję, że ktoś taki nie pojawił się wiele lat temu w mojej szkole. Zgodnie z tytułem: naprawdę może zmienić życie!

Starałam się w miarę streścić i poruszyć wszystkie aspekty weganizmu, które przyszły mi do głowy. Jeśli pominęłam jakąś kwestię, która Was interesuje, albo chcecie, żebym jakiś temat bardziej rozwinęła, to dajcie znać. Chętnie podzielę się swoimi spostrzeżeniami.

Kolejny rok przede mną, planów i ambicji nie brakuje. Życzenie pomyślane, świeczka zdmuchnięta, może być tylko lepiej!

rok weganizmu

  • Rinn

    Gratulacje! Bardzo ładnie i zdrowo wyglądasz, więc rzeczywiście to gadanie, że cera wegan wygląda szaro i źle to między książki można włożyć. U mnie ciągła walka… Byłam wegetarianką przez 9 lat, ale miałam bardzo słabe wyniki krwi i wróciłam do jedzenia mięsa. Byłam wtedy dość młoda i chyba po prostu średnio interesowało mnie gotowanie, zastępowanie mięsa innymi produktami i dlatego tak to się skończyło. Teraz znów boję się co na to rodzina powie i tych głupich uśmieszków. Niedawno bardzo ograniczyłam mięso, ale nie zadowala mnie jedynie ograniczenie. Zobaczymy jak to będzie, dzięki Twoim wpisom mam coraz większą motywację:). Pozdrawiam :).

    • niepoprawna weganka

      Bardzo dziękuję za miłe słowa. 🙂
      Ja kiedyś miałam dwa podejścia do wegetarianizmu, ale wytrzymałam miesiąc, a potem trzy. Twoje dziewięć lat brzmi poważniej. 🙂 Mam nadzieję, że swoją walkę wygrasz i trzymam za Ciebie kciuki. Głupimi uśmiechami się nie przejmuj – też je widziałam, a dziś czuję, że utarłam nosa niedowiarkom wokół mnie i mam ogromną satysfakcję – świetna sprawa, zobaczysz. 😀
      Nie wiesz nawet, jak szeroko uśmiechnęłam się do komputera, gdy przeczytałam, że moje wpisy Cię w jakiś sposób motywują. Dziękuję i pozdrawiam ciepło. <3

  • Adrian

    Gratulację, wyglądasz pięknie! Mam tak samo jak Ty, też żałuje że zdecydowałem się tak późno na zmianę stylu żywienia. Kiedyś były myśli żeby coś zmienić ale wydawało mi się że będzie za ciężko, wręcz niemożliwe. Kto to wiedział że będzie tak prosto, a już niedługo strzelą trzy lata 🙂
    Zawsze wzbudza u mnie uśmiech jak mięsożerne otoczenie martwi się o niedobory w diecie roślinnej, samemu jedząc masę przetworzonych produktów nie mając pojęcia o witaminach i minerałach w swoim pożywieniu. B12 klasyk „Uwagi w stylu: widzisz, jednak ta twoja dieta nie dostarcza ci wszystkiego,” wiadomo każdy w otoczeniu staje się od razu wykwalifikowanym dietetykiem 🙂
    Nie ma co się denerwować tymi wszystkimi uwagami i pytaniami, tylko wytłumaczyć jak to wszystko wygląda i jakie to proste.
    Trenuje od dawna 7 dni w tygodniu i nie czuję żeby dieta roślinna mnie ograniczała. Masa sportowców zawodowych jest na diecie roślinnej i dają radę. Wydawałoby się że olimpijskie podnoszenie ciężarów to sport jedynie dla mięsożerców bo skąd weganie mają mieć silę i energie. Ale to właśnie jedynym reprezentantem USA w podnoszeniu ciężarów w Rio był weganin Kendrick Farris który najlepsze wyniki w karierze osiągnął na diecie roślinnej.
    „Weganizm nie jest niczym niezwykłym, nie jest poświęceniem czy wielkim heroizmem w walce o zwierzęta. Jest po prostu pojęciem, za którym stoi dobro, empatia, współczucie i miłość.” Świetnie powiedziane, idealne podsumowanie ! 🙂

    • niepoprawna weganka

      Czyli jak zawsze wszystko sprowadza się do tego, że ludzie są po prostu niedoinformowani w temacie weganizmu. Ale niestety nie każdemu można tak po prostu wytłumaczyć to, co chcemy przekazać, a gdy widzę przed sobą bardzo oporną osobę, to naprawdę już mi się nie chce, wszystko zawsze kończy się tym, że oboje się sfrustrujemy, a nikt nikogo nie przekona. 😉
      Dziękuję za miłe słowa i pozdrawiam 🙂

  • aneta

    Z B12 to nie dokońca prawda, że tylko wegetarianie muszą ją suplementować. Wiele osób dorosłych (mięsożerców też) ma niedobory tej witaminy nawet o tym nie wiedząc. Gdyby poczytali, zrobili badania to bardzo by się zdzwili…

    • niepoprawna weganka

      A komu chciałoby się czytać? Oni przeważnie wolą trwać w swoich przekonaniach i się o nie kłócić. 😛

  • Aśka

    Ja również jestem weganką od roku i zgadzam się ze wszystkim co napisałaś. Przejście na dietę wolną od okrucieństwa uważam za swój sukces bo oprócz zwierząt chronię również środowisko i jestem dumna z tego, że tym samym robię coś dobrego nie tylko dla zwierząt ale i dla ludzi. Na początku miałam trudności z komponowaniem posiłków, czytaniem etykiet oraz jedzeniem poza domem. Obecnie mam swoją stałą listę zakupów, wiem co i jak zamawiać na mieście a w domu wciąż wymyślam nowe posiłki czy wypieki. Wszystko co ugotuję smakuje zarówno mojej rodzinie jak i znajomym, są wręcz zdziwieni, że można się najeść bez dodatku mięsa. W kwestii budżetu czy zdrowia niewiele się zmieniło, ponieważ dieta wegańska to nie dieta cud. Jeśli spożywamy nadmiar cukru oraz jemy regularnie żywność przetworzoną a posiłki nie są różnorodne to można się nabawić różnych dolegliwości. Tak samo dotyczy to mięsożerców u których również występują niedobory żelaza, B12, D3 , mają wysoki cukier i przekroczony zły cholesterol. Żadna dieta czy wege czy mięsna nie gwarantuje zdrowia jeśli jest nieprzemyślana.

    • niepoprawna weganka

      Oczywiście, że to nie jest dieta cud, pisałam tylko z mojego punktu widzenia, bo – co tu dużo mówić – dla mnie jednak była dietą cud. 😀 Ale wiadomo, każdy ma inne podejście, inne potrzeby organizmu i zawsze wszystko trzeba robić z zachowaniem zdrowego rozsądku. Jak ktoś żyje na zupkach chińskich i po prostu zrezygnuje z wersji niewegańskich, to wielkich cudów nie będzie, choć weganinem będzie mógł się nazwać. 😉

  • Okoń

    Nie słyszałem jeszcze żeby gotowane kasze, ryż,soczewica, fasole, zapiekane przyprawiane ziemniaki, warzywa, ciepłe zupy itp. Wychładzały. Wiem że każdy jest inny, ale przez moje 27 lat wegetarianizmu w tym 10 weganizmu nie słyszałem nic podobnego, od dwóch lat eksperymentuje z witarianizmem i to dopiero wychładza. A gotowana jaglana to kaloryfer w żołądku 🙂

    • niepoprawna weganka

      Tu można rozważać najróżniejsze czynniki – może Twoje stopniowe zmienianie nawyków? Mój czas z dietą wegetariańską był naprawdę krótki – dni, może tygodnie, więc pewnie był to mini szok dla organizmu, gdy nagle wprowadziłam dietę wegańską. Z drugiej strony równie dobrze może to być kwestia tego, że na początku moja dieta raczej nie była dobrze zbilansowana, może czegoś zabrakło i stąd ciągłe uczucie zimna. Szukałam wówczas sposobów (głównie na wegańskich forach), jak sobie z tym poradzić i tam jest to kwestia, na którą wiele osób narzeka, więc nie jestem w tym odosobniona. Grunt, że gdy nauczyłam się lepiej odżywiać swój organizm, to zimno przeszło, teraz częściej się rozbieram, niż dokładam kolejną warstwę ubrań. Martwiłam się o tę zimę, a jest mi bez przerwy ciepło. 😉 Chciałam jednak do tematu podejść rzetelnie i szczerze, dlatego też wymieniłam ten aspekt, bo na początku był dosyć dokuczliwy. 🙂
      Witarianizm też mnie odrobinę interesuje, ale chyba jeszcze nie jestem na to gotowa, a z drugiej strony wygodnie mi z moją obecną dietą – nikogo nie krzywdzę i nigdy nie jestem głodna, więc już nie czuję tak silnej potrzeby zmian, jak kiedyś.
      Mimo wszystko – dzięki za podzielenie się opinią! To, że mi było zimno, nie znaczy, że każdemu będzie, a nie ukrywajmy, Twój komentarz w tej kwestii na pewno jest bardziej zachęcający. 🙂
      Pozdrawiam!

  • Weganizm jest super, a w obecnych czasach jest to tak proste, że trudno zrozumieć czemu jest nas tak mało 😉 10 lat temu to było… inaczej.

%d bloggers like this: