Tak myślę

Plastikowy ekosystem – o tym jak stworzyliśmy nowe życie

plastikowe torby jednorazowe

Ostatnio jedna z większych sieci supermarketów nadrukowała na swoich jednorazówkach prosty napis: rozkładam się 400 lat. Obok leżą torby papierowe. Stoję w kolejce i aż mnie skręca przez niefrasobliwość ludzi robiących zakupy. Chyba nawet nie czytają tego napisu, biorą siatki jak leci, niektórzy pakują podwójnie, bo przecież jedna może pęknąć. Jako społeczeństwo jesteśmy bezmyślni, czy już tak bez reszty zobojętniali?

Z założenia na moim blogu miał nie pojawiać się temat ekologii. Nie potrafię tego wyjaśnić, ale budził on we mnie zniechęcenie, a jednocześnie brakowało w tym wszystkim jakiejś głębszej refleksji, przyznaję. Jednak dzięki Agnieszce poznałam ideę zero-waste, otworzyłam oczy trochę szerzej i dostrzegłam rzeczy, których dotąd widzieć nie chciałam. Kolejna kwestia, którą dopisuję do listy spraw ciążących mi na sumieniu i w której czuję się mała, a moje działania wydają się nic nie znaczyć. To jeszcze jedna sprawa, która zaczęła mnie wewnętrznie swędzieć, bo tak niewiele mogę z nią zrobić, a przecież trzeba działać, trzeba coś zmienić. Stąd odmiana na blogu – niemyślenie jest łatwe, nieświadomość daje wiele lekkości, jednak w żadnym stopniu nie stanowi rozwiązania. Dziś będzie o środowisku, bo liczę na to, że mój post odbije się choćby najmniejszym echem i zainspiruje do zmian.

Za dużo plastiku

Większość ludzi pakuje zakupy do jednorazówek. Do jednej pomidory, do drugiej ziemniaki, do trzeciej jednego banana i wszystko razem do kolejnej – większej. Przy kasie stoję za starszą panią, która w woreczek zawinęła kilka saszetek przypraw, opakowanie jogurtu i mięsa mielonego również, jakby miały przeciec. Wróci do domu i w najlepszym wypadku jeszcze raz do czegoś ich użyje, w bardziej prawdopodobnym po prostu wyrzuci do kosza. Robi mi się przykro, bo znowu świat nie jest taki, jakim chciałabym go widzieć. A przecież ja się staram, od kilku lat praktycznie nie korzystam z foliówek – nieważne, czy kupuję dwa jabłka, czy dziesięć – nie widzę problemu w zważeniu ich i naklejeniu kodu na jedną sztukę, problemu nie widziała też nigdy żadna z osób na kasie.

Wtedy jednak patrzę na swoje zakupy. Czy naprawdę mam prawo komukolwiek coś wytykać? Wydawało mi się, że dokonuję takich świetnych wyborów, biorąc owoce w ręce i niosąc je do kasy, ale reszta wcale nie wygląda kolorowo. Na taśmie przesuwają się moje ryże, kasze, jakieś słodycze, hummus, chleb tostowy i napój w butelce. Wracając ze spożywczego zajdę po kilka kosmetyków i uzupełnię chemię domową. Produkty w papierze czy szkle stanowią niewielki odsetek moich plastikowych zakupów, które pakuję do własnej bawełnianej torby – no przecież dokonuję takiego dobrego, świadomego wyboru!

Minuty użycia, lata rozkładu

Plastik jest dosłownie wszędzie. Większość używanych na co dzień rzeczy jest plastikowa. Pół biedy, jeśli jest to miska, która posłuży nam w kuchni kilka dobrych lat. Problemem są opakowania po batonach, szamponach czy kremach na zmarszczki, które opróżnione w kilka minut czy tygodni lądują na wysypisku, gdzie przeleżą setki lat, namnażając się w tempie ekspresowym, bo przy tylu rodzajach tworzyw sztucznych tylko niewielka ich część nadaje się do recyklingu i ponownego użycia. Jednak wchodząc do sklepu w ogóle o tym nie myślimy. Widzimy setki produktów, a nie ich plastikowych opakowań.

Nie myślimy też o rozrastającej się plastisferze. Większość ludzi nie wie o jej istnieniu. Przeżyłam niemały szok, kiedy grzebiąc w internecie trafiłam na to pojęcie i odkryłam istnienie czegoś, co nigdy nie powinno opuścić obszaru science-fiction, a jednak stało się realne i zaistniało w naszym świecie. Zostawiam po sobie bardzo dużo śmieci, a jestem jedną z miliardów osób żyjących na jednej Ziemi. Globalnie produkujemy tyle plastiku, że „dzięki nam” powstały nowe organizmy żyjące w plastikowych wodach Pacyfiku.

Zapomnieliśmy o domu

Tyle złego dzieje się na świecie, że o nim samym zapominamy. Zajęci swoimi problemami, niektórzy sprawami politycznymi, równości rasowej, wyznaniowej czy prawami zwierząt – w co kto wierzy – zapominamy, że wszystko dzieje się na tej jednej planecie, którą niszczymy w tempie ekspresowym. Zasypujemy ją masą odpadów, zalewamy plastikiem do tego stopnia, że powstają nowe (plastikowe!) ekosystemy. A potem drwimy z ekoterrorystów, którzy chcą ratować nasz dom. Ja się boję. Boję się tego, że już niedługo w oceanach będzie więcej plastiku, niż ryb (a 2050 rok jest całkiem blisko). Tego, że nie znajdę łąki czy lasu, które będą czyste. Tego, że ludzkość zwyczajnie popełnia samobójstwo, z uśmiechem na ustach pakując w foliówki kolejne przesadzone zakupy.

Możliwe, że to czarnowidztwo, że mam skłonności do pesymistycznych scenariuszy. Ale prawdopodobne jest również to, że mamy ostatnie chwile, żeby coś zmienić i nie zostawić po sobie gnijącej planety.

śmieci na plaży

Można inaczej

Ideologia zero-waste zyskuje na popularności, a blogi i grupy na Facebooku stanowią prawdziwą kopalnię pomysłów i rozwiązań, jak produkować mniej śmieci. Nie śmiałabym stwierdzić, że jestem zero-waste. Przerosło mnie mycie włosów mydłem w kostce, nie umiem odmówić sobie słodyczy przed okresem i nie jestem w stanie całkowicie zrezygnować z makijażu. Ale to nie znaczy, że nie da się zrobić nic. Jest wiele, wiele sposobów na ograniczenie ilości odpadów, na wprowadzenie zmian do swojej codzienności, które w krótkim czasie stają się naturalne i w żaden sposób nie wpływają na tryb dnia czy wygodę. Ja wciąż poznaję nowe i zbieram je na liście, którą na pewno niedługo Wam podrzucę!