Na temat

Pięć i pół kroku do weganizmu

dziewczyna i pies

Jest szansa, że jesteś tu, bo weganizm Cię zainteresował. Może decyzja jeszcze nie jest ostateczna, ale myślisz o tym intensywnie, coś Cię pcha w tym kierunku i nie chcesz dłużej przykładać ręki do codziennego cierpienia i wszystkich okropieństw, jakie zwierzęta muszą znosić przez ludzi. Brawa za odwagę. Pamiętaj, że każda cegiełka jest ważna, możesz być częścią nowej, lepszej rzeczywistości, którą przecież sami sobie tworzymy. Bardzo się cieszę, że tu jesteś i właśnie do Ciebie kieruję ten wpis. Weganizm nie jest trudny, jeśli podejdziesz do tego z rozwagą i wytrwałością, krok po kroku, powoli i racjonalnie zaczniesz zmieniać swoją codzienność, aby na końcu cieszyć się tym, jak żyjesz, a wierz mi i tysiącom innych wegan – jest to ogromna satysfakcja. Wczoraj rozpoczął się Tydzień Weganizmu – chyba nie ma lepszej okazji, aby zacząć.

W pierwszym poście pokrótce opisałam, jak wyglądało moje przejście na weganizm. Oczywiście nie obyło się bez trudności i drobnych porażek. Zaczęło się od dwóch prób przejścia na wegetarianizm (w wieku lat 16 i 21), a po tygodniu próby trzeciej (w wieku 22 lat) zdecydowałam się pójść dalej. Choć starałam się zachować dystans i cierpliwość, które naprawdę uważam za kluczowe, to w tej chwili już wiem, że i tak wszystko działo się za szybko. Często odczuwałam frustrację, wściekałam się choćby na boguduchawinne ciastka, bo wydawało mi się, że wszystkie mają w składzie mleko. W ciągu jednego tygodnia zapragnęłam przebudować wszystkie żywieniowe nawyki, według których żyłam przecież przez dwadzieścia lat. Przez kilka dni siedziałam przy komputerze do późnej nocy, czytałam blog za blogiem, a rano budziłam się z wielkim mętlikiem w głowie i znosiłam kolejną falę frustracji, gdy w sklepie pomyliłam produkty.

Po kilku tak intensywnych dniach udało mi się w pewnym momencie przystanąć, wziąć głęboki oddech, opanować emocje i frustrację i powoli zabrać się za porządkowanie tego chaosu. Dziś wiem, że wytrwałam tylko dzięki uporowi i wsparciu bliskiej mi osoby, więc nie polecam nikomu wskakiwać w weganizm jednym dalekim susem – właśnie przez to wiele osób po kilku drobnych porażkach zwyczajnie odpuszcza i wraca na spokojne, dobrze znane tereny, mimo świadomości, że nie jest to sposób życia, jaki im odpowiada. Dystans, cierpliwość i wyrozumiałość dla siebie samego – tego życzę wszystkim. A wpadki? Jasne, że tak! Każdy musi być na nie gotowy, bo zdarzają się nawet najlepszym.

Jak przejść na weganizm i nie zwariować? Prosty przepis w pigułce!

1. Zmień sposób żywienia

To oczywiście pierwszy, najważniejszy dla wszystkich aspekt. Ale jak zawsze – łatwo powiedzieć… Zatem powoli. Zdarza się, że na początku naprawdę nie wiadomo, co jeść. Jest dużo blogów, które idą tu z pomocą, więc szukaj ciekawych, prostych przepisów, które nie wymagają zbyt wiele ponadto, co na chwilę obecną potrafisz zrobić w kuchni. Z czasem nabierzesz wprawy, może nawet zaczniesz samodzielnie wymyślać obiady z tego, co masz pod ręką – tak naprawdę wymaga to jedynie cierpliwości w poznawaniu nowych, często oryginalnych smaków, ale też tych, które od razu kojarzą się z tradycyjnymi, dobrze znanymi potrawami, tyle że w wersji wegańskiej. Z pomocą przychodzą też wegańskie zamienniki serów czy szynek, gdy naprawdę zatęsknisz za jakimś smakiem. Moim zdaniem ważna jest jeszcze jedna rzecz – to, że decydujesz się na nową dietę nie oznacza, że nagle masz przetrzepać wszystkie szafki w kuchni, poszukując tych produktów, które nie pasują do nowych wytycznych. Zostały już kupione, firma zarobiła, niczego nie zmienisz wyrzucając je, a po co marnować jedzenie? Z czasem je zużyjesz. Mało tego – zdarzy się nie raz, że przez pomyłkę kupisz coś o nieodpowiednim składzie. Bez sensu, aby przy każdej pomyłce wszystko trafiało do kosza. Cierpliwie czytaj etykiety i bądź pewny, że dojdziesz do momentu, w którym kupno podstawowych produktów będzie jedynie odruchem i przestanie zajmować tyle czasu.

I ostatnie – nie będzie w tym nic złego, jeśli na początek zrezygnujesz tylko z mięsa, potem z mleka, sera i jogurtów, na koniec zostawiając mniej oczywiste produkty, jak słodycze, gdzie trzeba analizować skład. Zachowując dystans i dając sobie na to wszystko czas, na pewno oszczędzisz wiele nerwów, a wszystkie zmiany będą mniej drastyczne i szokujące – nie tyle dla organizmu, co po prostu dla Twoich codziennych przyzwyczajeń.

2. Sprawdź, co kupujesz w drogeriach

To drugi poważny krok. Na szczęście kosmetyków nie kupujemy codziennie – przynajmniej większość z nas. Możesz – choć oczywiście nie musisz – zająć się tym równolegle ze zmianą nawyków żywieniowych. Gdy widzisz, że kończy Ci się jakiś produkt, wejdź do kosmetycznej skarbnicy wiedzy i sprawdź, za czym warto się rozejrzeć w sklepie. Na początku możesz skupić się na wyeliminowaniu kosmetyków testowanych na zwierzętach – to niestety znacznie ogranicza wybór, gdyż większość tych najlepiej nam znanych firm niestety testuje swoje produkty, ale bez strachu, nadal pozostaje wiele, w których możemy przebierać do woli. Gdy je poznasz i znajdziesz te, które lubisz, nic już nie stoi na przeszkodzie, aby zacząć czytać skład poszczególnych kosmetyków i wybierać te wegańskie. Tu ponownie zaznaczę – nie warto wyrzucać wszystkiego, z czego korzystasz w tej chwili. Zanim znajdziesz odpowiedni dla siebie wegański zamiennik, może minąć trochę czasu, przede wszystkim, jeśli chodzi o kolorówkę. Tusz do rzęs zmieniałam co najmniej trzy razy, a i z obecnego nie jestem w stu procentach zadowolona, jednak zanim na niego trafiłam często ratowałam się starym i wyrzuciłam go dopiero, gdy się skończył. A poszukiwania ideału nadal trwają.

3. Zacznij czytać metki ubrań

Nie jest to szczególnie odczuwalne. Owszem, wełna i przede wszystkim skóra są wszechobecne, ale jednocześnie wybór jest tak szeroki, że naprawdę jest w co się ubrać. Największą odzieżową przyjemność sprawia mi wygrzebywanie fajnych ubrań w second-handach, ale oczywiście nie zawsze trafię tam na to, czego akurat potrzebuję, wówczas jadę do pierwszej lepszej galerii i trzeba powiedzieć otwarcie – obecnie większość ubrań to bawełna, ekoskóra, a wszystko ładnie przemieszane z różnymi plastikami. Prawdopodobnie chodzisz w tym na co dzień. Do tej pory zdarzyła mi się jedna sytuacja, kiedy z czegoś zrezygnowałam – trafiłam na piękne buty zimowe, jednak były ze skóry, więc szukałam dalej i po prostu kupiłam inne.

4. Najprawdopodobniej: wymień chemię w swoim domu – oczywiście stopniowo 🙂

Choć środki czystości w większości (ale nie wszystkie) nie zawierają produktów pochodzenia zwierzęcego, to najbardziej znane firmy testują na zwierzętach. Czym sprzątać, w czym prać, jakie tabletki włożyć do zmywarki? Oczywiście wszystkie internetowe sklepy wegańskie wychodzą oczekiwaniom na przeciw, równie oczywiste – w odpowiedniej cenie. Jeśli wiesz, że Cię na to stać, to nie masz się czym przejmować, jest spory wybór. Są też bardziej naturalne metody, jak na przykład pranie w orzechach – metoda oszczędna i ponoć skuteczna, jednak nie mam odwagi spróbować i pozostanę przy tradycyjnych rozwiązaniach. Czego się do tej pory doszukałam? Frosch i Domol nie testują. Frosch niby jest lepszy, ale Domol tańszy, więc ja się skłaniam ku temu drugiemu. Nie jestem wymagająca – ma być czysto i pachnąco, co zapewniają obie marki, a na takie zabrudzenia jak zaschnięty tłuszcz na szybie piekarnika i tak nigdy nie było nic lepszego niż ocet i soda. Jak widzisz – w tej kwestii też możemy coś zrobić.

5. Rozrywka kosztem zwierząt

To już trochę banał. Cyrki i inne miejsca ‘rozrywki’ wykorzystujące zwierzęta dla uciechy ludzi omijam szerokim łukiem. Tak po prostu, przecież to nie wymaga wysiłku. Dzikie zwierzęta są fascynujące, to prawda, ale ja zdecydowanie wolę włączyć Animal Planet i obejrzeć je w naturalnym środowisku.

I ostatnie 5 i pół: Znajdź sobie towarzystwo

5 i pół, bo nie uważam, żeby była to konieczność, niemniej, zarówno z własnego doświadczenia, jak i z obserwacji, wiem, że towarzystwo po prostu dobrze motywuje. Zawsze milej jest próbować nowych rzeczy, kiedy możesz z kimś podzielić się wrażeniami, wymienić przepisami, czy uwagami na temat jakichś kosmetyków. Oczywiście wszystko zależy od Ciebie, ale może w Twoim otoczeniu akurat znajdzie się ktoś, kto też będzie chciał takich zmian w swoim życiu? Będzie Wam raźniej. Ostatecznie jeśli nie masz kogoś takiego, a uważasz, że byłoby to dla Ciebie pomocne – zapraszam do kontaktu ze mną: w komentarzach pod postami, na Instagramie, na Fejsbuku, czy zwyczajnie przez maila, opcji jest wiele. Chętnie z Tobą porozmawiam, podzielę się tym, czego nauczyłam się do tej pory, a może i od Ciebie dowiem się czegoś nowego? Ogłoszenie: nadal szukam idealnego wegańskiego tuszu do rzęs! 😉

Na koniec pozostanie Ci tylko wytrwać w zmianach, a to przecież tylko okres przejściowy. Potem jest już coraz lepiej, a do tego lżej na sumieniu. W chwilach słabości przypomnij sobie, co Cię zmotywowało do zmian. W zależności od wrażliwości – obejrzyj szczęśliwe krowy, owce czy świnie, które zostały uratowane. I zjedz coś pysznego, może wegańskie ciacho? Nie pomogło? Ja na początku dobijałam się filmikami z rzeźni, a wtedy wszystko się we mnie burzyło – przecież nie tego dla nich chcę! I jakoś to dalej szło. Po trzech, może czterech miesiącach minęło i dokładnie w tej chwili myślę sobie, że mam ogromną ochotę na wegańskie ciasto Bounty. A w weekend jedliśmy pizzę, również wegańską. Da się? No pewnie! I Ty też możesz!

%d bloggers like this: