Tak myślę

#niekupujadoptuj – dlaczego warto?

adoptowane psy

Ten temat chodził za mną już dawno, choć ciągle gdzieś mi umykał i nie do końca wiedziałam, jak go ugryźć, jednak w ostatnim czasie znowu adoptowaliśmy. Znowu… Do naszej rodziny dołączył kolejny pies. To chyba najlepszy moment, by wreszcie tu sobie pogadać na temat adopcji.

Najpierw adoptowaliśmy szczeniaka, potem dorosłego psa z problemami, a to pozwoliło mi zrozumieć wiele rzeczy. Wielokrotne wizyty w schronisku pozostawiają po sobie jakąś gorycz, a przez to wszystko wciąż się zastanawiam, dlaczego tyle psów jeszcze czeka na własny kąt.

Dziś będzie o powodach, dla których warto adoptować. O moich spostrzeżeniach już po adopcji, które również przemawiają na jej korzyść, oraz kilka słów na temat tego, czemu jestem przeciwna kupowaniu przyjaciół – choć to sformułowanie mówi chyba samo za siebie. Innymi słowy: jak zwykle wyjdzie zbieranina myśli wszelakich.

Chciałam kupić psa, czyli o tym, jak zniechęciłam się do psów rasowych

Tak, muszę się do tego przyznać już na początku – chciałam kupić psa. Nie będę kłamała – wiedziałam o schroniskach, miałam świadomość, że te psy potrzebują swojego człowieka i wcale nie uważałam, że są gorsze. Wydawało mi się to po prostu łatwe. W naszym domu są jeszcze koty i króliki, więc znalazłam łagodną rasę, jaką jest Cavalier King Charles Spaniel i wtedy uważałam, że to bardzo rozsądny argument. Zaczęłam więcej o nich czytać i okazało się, że typowa dla tej rasy jest choroba serca, przez którą często umierają w wieku około 7 lat – jeśli się mylę, mogłam już o czymś zapomnieć, niech znawcy rasy mnie poprawią.

Mimo wszystko zaczęłam zgłębiać informacje ogólne na temat psów rasowych, a to temat rzeka. Pokracznie chodzące owczarki niemieckie, rhodesiany z rozszczepionym kręgosłupem czy mopsy ledwo łapiące oddech to tylko wierzchołek góry lodowej. Po co to wszystko? Dla idei? Dla połechtania próżności właściciela? Typowe cechy rasy są coraz bardziej podkreślane poprzez krzyżowanie odpowiednich przedstawicieli, a to prowadzi do przerasowienia i wielu problemów zdrowotnych w tym małym – wielkim eksperymencie genowym.

Nie, to chyba nie dla mnie, nie umiem wyobrazić sobie sytuacji, w której mojemu psu wypada oko (spoko, to normalne, taki urok rasy). Nieważne, czy to dobra hodowla, czy pseudo – nie chcę brać w tym udziału.

Jeśli nadal chcesz rasowego psa…

Powyżej przedstawiłam moją opinię – nie będę płaciła za to, by mój przyjaciel ładnie wyglądał i pełnił określoną funkcję. Wiem jednak, że są fani różnych ras, którzy nie wyobrażają sobie innego psa, jak tylko ten jeden, konkretny, wymarzony. Nic nie stoi na przeszkodzie, by takiego adoptować – ludzie pozbywają się psów bez względu na to, czy są rasowe, czy nie.

Znalezienie rasowego psa może zająć trochę więcej czasu, ale naprawdę nie stanowi problemu – istnieją fundacje zajmujące się adopcjami konkretnych ras, często oferują podwiezienie psiaka, byle tylko znalazł już swój ciepły, kochający dom. Czemu więc napędzać hodowle, skoro gdzieś już istnieje Twój wymarzony pies, w dodatku za darmo?

Mały, duży, młody, stary, krótkowłosy i kudłaty

W 2015 roku w Polsce było 36 tys. psów w nadzorowanych schroniskach (wg. raportu BOZ). W raporcie tym nie uwzględniono fundacji, domów tymczasowych czy osób prywatnych, które chcą oddać swojego zwierzaka. Naprawdę jest w czym wybierać – szczeniaki, dorosłe psy i staruszki, każdej wielkości, dowolnego umaszczenia, z sierścią lub włosami długości takiej czy innej.

Adoptując Bilba wiedzieliśmy, że decydujemy się na małego psa, szczeniaka. Nie miałam odwagi ani doświadczenia, by podjąć się socjalizacji dużego, dorosłego psa z całym naszym zwierzyńcem. Znalezienie go zajęło nam tydzień. Aby odnaleźć Soję potrzeba było więcej czasu – szukałam dziewczyny dla Bilba, z którą mógłby się bawić, czyli małej, radosnej i żywiołowej, ale nieagresywnej, rocznej/dwuletniej suczki. Sporo wymagań, prawda? Żaden problem! Ostatecznie pod uwagę braliśmy trzy psy, a spośród nich nasze serce skradła Kolia przemianowana na Soję.

Z różnych względów czasem szuka się konkretnego psa, rozumiem to doskonale. Jakiekolwiek cechy nie przyszłyby Wam do głowy, na pewno gdzieś w schronisku siedzi dokładnie taki przyjaciel, jakiego chcecie przygarnąć.

Uratowałam życie, jestem dumna

To po prostu fakt. Patrzę na moje psiaki, z radością oglądam te gonitwy w trakcie spacerów, zdarza mi się również z rozczuleniem obserwować ich, jak śpią, zasypiają tak głęboko, że przez sen przebierają łapkami. Myślę wtedy o tym, jaką drogę przebyła mała, puchata kulka z podmiejskich działek, gdzie mogło stać się wszystko. Przenoszę wzrok na Soję, która zrywała się na nogi przy najmniejszym hałasie przez pierwszy tydzień, a teraz śpi brzuchem do góry. Zastanawiam się, kto i dlaczego ją wyrzucił, ile czasu spędziła na ulicy, zanim trafiła do schroniskowej klatki.

Patrzę na nich i czuję się dumna, bo zrobiłam coś dobrego. Całe nic w szerszej perspektywie, wiem o tym, ale dla nich to jak wygrać nowe życie. I nie, nie chodzi o chwalenie się. To po prostu ta czysta radość połączona z satysfakcją, która przepełnia człowieka, kiedy zrobi coś dobrego. Na pewno wiecie, o jakim uczuciu mówię.

Adopcja się opłaca

Mówi się, że adopcja jest darmowa, ale nie mogę tego potwierdzić, bo za oba psy zapłaciłam i nie była to dobrowolna darowizna, tylko opłata adopcyjna – 50 zł. Mimo wszystko uważam, że jest to naprawdę symboliczna kwota w porównaniu z kupnem psa z hodowli. W dodatku pies jest już wykastrowany/wysterylizowany, a jeśli nie, to w odpowiednim czasie można wrócić do schroniska,  a operacja będzie darmowa. W tym wszystkim 50 zł to naprawdę nic, jeśli zestawi się to z ceną rasowego psa, która nie schodzi poniżej kilkuset złotych, a często może sięgnąć nawet kilku tysięcy, o kastracji czy sterylizacji już nie wspominam.

Chcesz, ale nie możesz sobie pozwolić na psa?

Wiem, że to, co napiszę, może być nieco kontrowersyjne, bo opinie są podzielone. Uważam, że psa może mieć (prawie) każdy, kto tego chce. Nie raz słyszę, że ktoś pracuje 8 godzin, w trakcie których pies będzie siedział sam w domu. Wielu osobom brakuje czasu na codzienne spacery z psem. Generalnie najczęstszym argumentem przeciwko psu jest właśnie brak czasu. Tyle tylko, że… w schroniskach też nie poświęca się im go zbyt wiele.

Mimo najlepszych, najszczerszych chęci pracowników i wolontariuszy jest to po prostu niemożliwe przy takiej ilości zwierzaków. W większości schronisk psy wychodzą na spacer raz w tygodniu, w weekend, choć nie dla wszystkich starcza rąk. Uparcie więc będę twierdzić, że mimo niewielkiej ilości czasu możesz adoptować psa.

Niech to będzie nawet jeden spacer w tygodniu – różnica i tak będzie ogromna. Podarujesz psu ciepły kąt, pełną miskę i swoją miłość, a właśnie tego najbardziej mu potrzeba. Będzie siedział sam w ciągu dnia, ale będzie czekał na własnego człowieka, który zawsze do niego wraca. Oczywiście warto wtedy rozważyć adopcję mniejszego lub starszego psa, który nie jest kipiącym wulkanem energii, ale nadal – jest to możliwe i odmieni los stworzenia, które traci nadzieję wciśnięte w kąt i gaśnie.

#niekupujadoptuj – byle odpowiedzialnie

Argumentów przemawiających za adopcją jest naprawdę dużo, mogłabym jeszcze trochę ich wymienić, ale te powyżej są moim zdaniem najistotniejsze. Ważne jest tylko to, by decyzja była przemyślana. Wszystko może wyglądać pięknie, gdy tak się o tym mówi, ale nadal należy być świadomym, że przygarniając jakiekolwiek stworzenie, stajemy się za nie odpowiedzialni, a nie zawsze jest kolorowo. To już temat na kolejny post.

  • Rinn

    Mam dwa adoptowane kotki i są to najcudowniejsze stworzonka jakie mogłam sobie wymarzyć :). Wdzięczne, kochane i ufne. Mają pewne urazy, które zostaną w nich już pewnie zawsze, taki los wyrzuconych kiedyś zwierząt :(. Cieszę się, że są ze mną i nigdy nie żałowałam tych decyzji. Cieszę się, że żyją sobie bezpieczne, że nigdy nie jest im zimno i zawsze mają pełne brzuszki :).

  • Jesteś super osobą! Też mam dwa pieski, jeden znaleziony, drugi ze schroniska. Jack ze schroniska miał problemy behawioralne, ale dobry behawiorysta załatwił sprawę. Wystarczyła jedna wizyta… Także nie bójcie się ludzie i pomagajmy pieskom ze schroniska. Teraz bez nich nie wyobrażam sobie życia 🙂

    • niepoprawna weganka

      To prawda, to już nie pierwszy raz, gdy słyszę o nieocenionej pomocy behawiorysty. To stosunkowo niewielki wysiłek, by uratować stworzenie i jednocześnie zyskać przyjaciela na lata. 🙂