Przepisy Słodkie Śniadania/kolacje

Naleśniki na słodko

wegańskie naleśniki

W moim rodzinnym domu utarł się zwyczaj, że naleśniki jadło się na obiad – kiedy mama nie miała pomysłu, ja i mój brat od razu krzyczeliśmy ‚naleśniki!’. Zdarzały się wytrawne, jednak na nie raczej kręciliśmy nosem, co odrobinę zmieniło się dopiero wtedy, gdy trochę podrośliśmy, dlatego mimo wszystko na stole królowały te na słodko – z twarogiem, dżemem od babci czy nutellą. Mama robiła porządne, grube, dość tłuste naleśniki, więc nasze brzuchy mieściły dwa, góra trzy obficie wysmarowane tym, co sobie każdy wybrał. Wynosząc takie zwyczaje z domu, przeżyłam ogromny szok, dowiadując się, że ludzie jedzą naleśniki na śniadanie. Teraz nie wyobrażam sobie przyjemniejszego, weekendowego poranka, niż ten z górą naleśników, owocami i smarowidłami do wyboru rozstawionymi na całej powierzchni stołu. Choć uwielbiałam kuchnię mamy, to sama przestałam używać tak dużej ilości oleju. Nie ma też jajek i krowiego mleka, co sprawia, że po takim śniadaniu w błogim rozleniwieniu pozostaje tylko się zebrać i wyruszyć na przygodę z psem – bez uczucia ciężkości w brzuchu. Jak dla mnie – same zalety, a do tego po raz kolejny można udowodnić, że weganizm nie oznacza rezygnacji ze wszystkiego, co znane i przyjemne. Wymaga jedynie większej uwagi względem tego, co jemy.

Składniki (na około 8-9 naleśników):
1 banan (im bardziej dojrzały, tym lepszy)
– 1,3 szklanki mąki
– 2 szklanki mleka roślinnego
– 0,5 łyżki siemienia lnianego
– szczypta soli

Sposób przygotowania:

  • banana rozgnieść widelcem w misce
  • dodać mleko i miksować powoli dosypując mąki wraz z siemieniem lnianym i szczyptą soli
  • można też dodać łyżkę oleju do masy i smażyć na suchej patelni, ja jednak wolę wylać odrobinę na patelnię przed pierwszym naleśnikiem i potem go już nie uzupełniam

Na koniec zajadać! Z masłem orzechowym, dżemem, czy czymkolwiek innym, co lubicie. Turę z ostatniego weekendu zjedliśmy z własnym dżemem jabłkowym (nadal próbuję przetworzyć trzy skrzynki jabłek), który niedługo również pojawi się na blogu. Jedno mogę powiedzieć już teraz – było pysznie!

naleśniki