Pielęgnacja

Kosmetyki | styczeń/luty 2017

weganskie kosmetyki

Po kolejnych dwóch miesiącach wracam z zestawieniem nowości, które pojawiły się w mojej kosmetyczce.

Edycja!! Piękny przykład, że wpadki się zdarzają – peeling z Sylveco jest niewegański, zawiera wosk pszczeli, który przegapiłam w składzie.

Wspominałam o tym już wcześniej, teraz potwierdzam – takie zestawienie raczej nie będzie pojawiało się częściej, bo kupuję coraz mniej kosmetyków i nie chcę tworzyć wpisu dla jednego czy dwóch produktów. Jednak w dwa miesiące zebrało się ich kilka i oto one:

Alverde, Matujący podkład mineralny

Jakiś czas temu pisałam o różnicy między kosmetykami naturalnymi i konwencjonalnymi. Skóra mojej twarzy tę różnicę odczuwa bardzo mocno, więc w końcu kupiłam naturalny podkład. Uczucia mam bardzo mieszane.

Zacznę od pozytywnych stron: jest bardzo wydajny, wydaje się gęsty, jednak naprawdę dobrze się rozprowadza, wyrównuje koloryt i jak na podkład w płynie niespodziewanie dobrze matuje. Krycie jest średnie, można je zbudować, jednak w tej kwestii nie jestem zachwycona.

A teraz wady: nie wtapia się w skórę – mimo nałożenia całkiem cienkiej warstwy, po spojrzeniu na swoją twarz mam wrażenie, że po prostu zrobiłam tapetę. Widać to tylko z bliska, ale i tak wystarczy, by mi przeszkadzało przez cały dzień. Nakładam podkład na całą twarz, łącznie z oczami, bo nie używam cieni i ogólnie nie chce mi się wysilać, a w przypadku tego podkładu to po prostu nie przejdzie – oleje rozpuszczają tusz do rzęs i już po kilku godzinach robi się ksero i ogólnie panda.

Podkład nie waży się w ten charakterystyczny sposób, że zbiera się w zmarszczkach mimicznych, jednak mam wrażenie, że z każdą godziną mój makijaż coraz bardziej się rozwarstwia. Wszystko, o czym piszę, nie jest jakoś mocno skrajne, widzę to tylko wtedy, gdy przyglądam się swojej skórze z bliska, stąd moje mieszane uczucia – podkład ogólnie by przeszedł, jednak to uczucie dyskomfortu sprawia, że raczej go więcej nie kupię.
Cena: 29 zł/30 ml

Vianek, Nawilżający płyn micelarny

Muszę, po prostu muszę zacząć od zapachu – jest po prostu cudowny! Pierwszy raz używam toniku/płynu micelarnego, którego zapach mi się podoba. Jest słodki i trochę jakby kwiatowy – nigdy nie umiałam dobrze opisać zapachu. Do działania zapewnianego przez producenta zawsze podchodziłam z dystansem, bo tego typu produkty mają bardzo krótki kontakt ze skórą, więc nie wypowiadam się na temat łagodzenia podrażnień i całej reszty, bo różnicy nie zauważam. Natomiast jeśli chodzi o domywanie resztek makijażu, to jest przeciętnie – domycie eyelinera i resztek tuszu chwilę mi zajmuję, ale też nie jest tak źle, żebym narzekała. Podsumowując – płyn jakich wiele, ale na zapach chyba mnie złapali.
Cena: 19 zł/200 ml

Sylveco, Oczyszczający peeling do twarzy – wpadka, niewegański!

Jest to peeling o kremowej konsystencji z bardzo, bardzo małymi drobinkami, które o dziwo spisują się znakomicie. Zawsze wydawało mi się, że mojej cerze potrzeba gruboziarnistego peelingu, który dobrze zetrze martwy naskórek, a ten produkt – kupiony przez przypadek – zupełnie mnie zaskoczył i zmienił moje podejście. Po użyciu cera oczywiście jest trochę zaczerwieniona, ale nie podrażniona, nie ma na niej żadnych małych ranek, jakie miewałam wcześniej, a już po chwili staje gładka i promienna.
Cena: 22 zł/75 ml

Catrice, All round mascara ultra black

Dla mnie to jeden z lepszych tuszów, jakich używałam od początku mojego weganizmu. Świetnie wydłuża, całkiem nieźle pogrubia i podkręca rzęsy – czyli robi wszystko, o czym zapewnia producent. Szczoteczka dobrze rozczesuje i nie pozostawia grudek. Opcja idealna, jeśli nie liczycie na efekt pozostający na rzęsach przez cały dzień – niestety trwałość tego produktu pozostawia wiele do życzenia, bo już po kilku godzinach musiałam ścierać go z powiek. Stąd znowu moje mieszane uczucia – efekt zaraz po wykonaniu makijażu jest świetny, rzadko przebywam poza domem przez wiele godzin, więc ten brak trwałości nie przeszkadza mi w szczególny sposób, ale z drugiej strony nie chciałabym zastanawiać się, czy wyglądam jak panda, jeśli gdzieś dłużej zabawię. Na pewno będę o nim pamiętać, ale idealnego tuszu szukam dalej.
*wersja wodoodporna (czerwona) jest niewegańska!
Cena: 15 zł/12 ml

Isana, Dezodorant w kulce Berry Love

To taka pierdoła, wiem, ale jak wrzucam wegańskie kosmetyki, to wszystkie. Chciałam kupić dezodorant naturalny i szukając Alterry, wpadłam na Isanę, co było bardzo złym wyborem. Dałam się naciągnąć na zapach, bo zawsze lubiłam owocowe i świeże nuty. Totalny niewypał! Jedyny sport, jaki uprawiam, to spacer z psami, ewentualnie bieg do tramwaju, a pod koniec dnia, no niestety… czułam się bardzo nieświeżo, mówiąc delikatnie. Nie zużyłam go do końca. No nie dało się.
Cena: 3 zł/50 ml

Alterra, Balsam dezodorujący melisa i szałwia

I z deszczu pod rynnę! Wróciłam po Alterrę, bo miało być naturalnie, a było jeszcze gorzej. Nie hamuje pocenia, nie neutralizuje zapachu, a w mojej opinii nawet go pogarsza. Mam wrażenie, że byłoby lepiej, gdybym nie używała niczego. To jest po prostu największy szit, z jakim miałam okazję się spotkać. I nie polecam. I wracam do mojej Ziai. Nienaturalnej, ale działającej. Dzięki tej przygodzie do naturalnych dezodorantów zraziłam się na bardzo, bardzo długi czas.
Cena: 7 zł/50 ml

Isana, Zimowy żel pod prysznic wanilia i karmel

No i znowu zapach. To już tak na koniec. Kolejny zwykły żel pod prysznic, nigdy nie przywiązuję do tego uwagi i kieruję się jedynie zapachem, a ten naprawdę warto sprawdzić, póki edycja limitowana się nie skończy i póki zima jeszcze trwa, przynajmniej ta kalendarzowa. Ja jestem oczarowana! Szkoda, że – jak to bywa przy Isanie – nie utrzymuje się na skórze.
Cena: 4 zł/300 ml

*Zdjęcia wykorzystane we wpisie pochodzą ze stron drogerianiemiecka.pl, drogerienatura.pl i rossmann.pl

  • Rinn

    Hej :). Jeśli chodzi o naturalne deo to polecam Schmidt’s – u mnie działa świetnie, nawet lepiej niż te, których używałam wcześniej z aluminum. Dziewczyny na forach kosmetycznych często wspominają też o Pony Hutchen i Purite. Ostatnio znalazłam stronę z listą naturalnych deo. Podeślę jak znajdę.
    Płyn micelarny póki co chyba najlepszy lipowy od Sylveco, a ten peeling do twarzy też używam i jestem zadowolona.
    Pozdrawiam, buziaki 🙂

    • niepoprawna weganka

      Problem w tym, że szukam czegoś w miarę taniego i dostępnego stacjonarnie w Gdańsku. Chcę to tylko sprawdzić – teoretycznie wiem, jaka jest różnica, brakuje przetestowania w praktyce. 😉 Generalnie nie narzekam na dezodoranty, których do tej pory używałam, więc też nie szukam jakiejś wielkiej odmiany. Interesuje mnie podobna półka cenowa, staram się w tym wszystkim zachować zdrowy rozsądek i po prostu obserwować reakcje mojego ciała. 🙂
      Już któryś raz ktoś mi poleca ten płyn micelarny, więc chyba w końcu będę musiała go sprawdzić. O ile ładnie pachnie, bo z Viankiem z wpisu ciężko będzie się rozstać. 😀
      Buziaki!

      • Agnes

        Dezodoranty Schmidt’s są niestety dość drogie, dużo osób zachwala wiec i ja się skusilam…ale u mnie nie dziala-ani wersja z jak i bez sody. Tez szukam dobrego deo lecz prócz nienaturalnych nic się nie sprawdza. A nawet i one zawodza, isana tez u mnie się nie sprawdziła.
        A jaki deo używasz z Ziaji?
        Co do plynu micerlanego z sylveco to fakt…jeden z najlepszych…jednak zapach juz nie należy do tych przyjemnych jak przy Vianku. Ja polecam z Green Pharmacy…ten z Owsa- dobry i tani i łatwo dostępny 😊

        • niepoprawna weganka

          Z Ziai w sumie czegokolwiek, nigdy nie miałam problemu z nadmierną potliwością i używałam tego, co wpadło mi w ręce/było w promocji. Problemy zaczęły się teraz, bo chcę używać naturalnych kosmetyków, przynajmniej tych, które pozostają na skórze na dłużej (z żelem pod prysznic się nie będę wygłupiać 😉 ), ale po każdym kolejnym komentarzu w tej kwestii mój entuzjazm się kurczy.
          Green Pharmacy nie jest taką zupełnie naturalną firmą, a na twarzy z kolei nie oszczędzam, bo lubi płatać figle. 😉 Ale jak Sylveco jeden z najlepszych, to mimo zapachu muszę spróbować, dzięki za wiadomość! 🙂

  • Ventus

    Co do firmy sylveco, to polecam wejść na fb na fanpage Happy Rabbit i poczytać o ostatniej akcji firmy 😉 ( w chwili obecnej to chyba 3 post od góry z 28 lutego ok 15.00). Kosmetyki mają naprawdę świetne, ale podejście do klienta fatalne…

    • niepoprawna weganka

      Faktycznie, to dosyć słaba akcja, ale dla mnie to nie jest wystarczający powód, żeby firmę skreślić. Mają sporo niewegańskich produktów i to mój wybór, że tych konkretnych nie kupuję, ale póki nie testują i mają w ofercie też coś dla wegan (nawet nieświadomie), to z tej części oferty nie zrezygnuję. 😉

  • Agata

    Miałam zarówno dezodorant Schmidt’s w słoiczku, jak i Purite, i niestety oba się nie sprawdziły (w kwestii neutralizacji zapachu, bo rozumiem, że to nie antyperspirant, więc nie zlikwiduje wilgoci). Nie mam większych problemów z potliwością. Także ja wracam do antyperspirantów, nienaturalnych, ale chociaż niech będą wegańskie. Teraz na wypróbowanie czeka AA Aquaselin.

  • Frankie

    Polecam bardzo dezodorant w kulce firmy Lavera Orange feeling. Jest swietny, a I spelnia swoje zadanie doskonale.