Pielęgnacja

Kosmetyki: konwencjonalne czy naturalne?

kosmetyki naturalne

Nie tak dawno temu sądziłam, że kosmetyki naturalne to wymysł, który służy jedynie naciąganiu ludzi na kasę.

Teraz wszystko musi być bio, eko i z długą listą certyfikatów dla pewności. Niektórzy głoszą, że nie powinno się nakładać na ciało niczego, czego nie włoży się do ust, ale to już w ogóle ciekawe podejście. Wychodzę jednak z założenia, że jeśli czegoś nie wiem, to się głośno nie wypowiadam, więc z czasem postanowiłam uzupełnić swoją wiedzę, a także sprawdzić kilka naturalnych kosmetyków, przez co moje zdanie zdecydowanie się zmieniło. Ostatecznie co wybrać? Kosmetyki konwencjonalne czy naturalne?

Najpierw jednak trochę informacji, które trzeba wziąć pod uwagę, rozróżniając dwa rodzaje tych produktów.kosmetyki konwencjonalne czy naturalne

Kosmetyki konwencjonalne

Czyli te, które przeważnie stoją na półkach w każdej drogerii. Firmy bez przerwy wypuszczają na rynek nowe linie, które jeszcze bardziej zmiękczą i wygładzą nasze włosy, zwiększą ich objętość, zlikwidują cellulit i wyeliminują trądzik. Bardzo długo w to wierzyłam i wciąż próbowałam nowych produktów, z nadzieją, że może wreszcie znajdę odpowiednie. Zamiast tego w międzyczasie trafiłam na wiele informacji, dzięki którym zrozumiałam, dlaczego te kosmetyki nie działają, lub działają jedynie chwilę po użyciu, a przy długotrwałym stosowaniu pogarszają sytuację. Dzieje się tak za sprawą składników, które szkodzą naszej skórze czy włosom na różne sposoby. Z pewnością część z Was o nich słyszała, jednak dla pozostałych, jak i dla samej siebie, postanowiłam zebrać trochę informacji na temat tych, o których mówi się najgłośniej i których działanie trochę mnie zdziwiło.

Składniki potencjalnie szkodliwe

  • Parabeny (np. methylparaben, ethylparaben, butylparaben) – substancje chemiczne pełniące funkcję konserwantu, wydłużając czas przydatności kosmetyków. Parabeny mogą wywoływać reakcje alergiczne, a także zmniejszyć odporność skóry na działanie czynników zewnętrznych.
  • SLS (Sodium Lauryl Sulfate) i SLES (Sodium Laureth Sulfate) – syntetyczne detergenty, substancje powierzchniowo czynne – myjące, emulgujące i pianotwórcze. Mogą podrażniać i przesuszać skórę, sprzyjać powstawaniu wyprysków, a także uszkadzać włosy powodując ich łamliwość i rozdwajanie końcówek.
  • PEG (glikole polietylenowe), PPG (glikole polipropylenowe) i inne glikole– są to związki sztuczne, pełniące funkcję rozpuszczalnika, emulgatora, środka zwiększającego lepkość. Dodaje się je do kosmetyków w celu uzyskania odpowiedniej konsystencji. Osłabiają barierę lipidową, przez co ułatwiają wchłanianie substancji – zarówno tych pożądanych, jak i szkodliwych. Ponadto mogą wysuszać i podrażniać skórę, a także powodować stany zapalne.
  • Oleje mineralne (np. mineral oil, paraffin, paraffinum oil) – substancje będące pochodnymi ropy naftowej, poddanej odpowiedniej obróbce, dodaje się je do kosmetyków tylko po to, by zwiększyć ich objętość. Nie wchłaniają się, zatykają pory i tworzą na skórze nieprzepuszczalną warstwę, która absorbuje wszelkie zanieczyszczenia, stanowiąc środowisko dla rozwoju bakterii, a tym samym może wywoływać trądzik. Warstwa ta uniemożliwia również oddychanie skóry.
  • Oleje silikonowe – substancje otrzymywane syntetycznie, które sprawiają, że kosmetyk dobrze się rozprowadza, nadając skórze lub włosom gładkość. Tworzą powłokę, która chroni przed działaniem czynników zewnętrznych, ale jednocześnie uniemożliwia wnikanie substancji odżywczych. Jest dosyć trudna do usunięcia bez użycia silnych detergentów.

Długa lista

Potencjalnie szkodliwych składników jest o wiele, wiele więcej. Prawda jest taka, że ich lista jest potwornie długa i wciąż dopisywane są kolejne pozycje, a substancje, które wypisałam powyżej, funkcjonują też pod wieloma innymi nazwami. Możemy je znaleźć w niemal wszystkich ogólnodostępnych kosmetykach – od żeli i szamponów, przez kremy i filtry, po fluidy, podkłady czy szminki. Gdy konsumenci rezygnują z zakupu danego kosmetyku np. ze względu na parabeny, już po chwili producent chwali się kosmetykiem bez parabenów. Wtedy rolę konserwantu przejmuje jakaś inna, równie szkodliwa, tania substancja. Zapamiętanie tylu nazw naprawdę może stanowić problem – przynajmniej dla mnie. Jednocześnie ilość wszelkiego rodzaju chemii w kosmetykach, które nakładam na swoje ciało, nieco mną potrząsnęła. Dlatego właśnie postawiłam sprawdzić działanie kosmetyków naturalnych i porównać je z kosmetykami konwencjonalnymi.

Kosmetyki naturalne

Na początku sprawa wydawała się prosta. Są to kosmetyki, które składają się głównie z surowców naturalnych, czyli najczęściej roślinnych lub mineralnych, co zostaje odpowiednio oznakowane na opakowaniu. Sądziłam, że to oczywiste, póki nie zainteresowałam się tym tematem. Przede wszystkim przyjmuje się, że kosmetyki te powinny zawierać około 90 – 95 % składników organicznych, pochodzących z upraw ekologicznych. Niestety brak regulacji prawnych w tej kwestii pozwala koncernom zarabiać na niewiedzy klientów i oznakowywać swoje produkty jako naturalne, nawet gdy zawierają jakieś niepożądane składniki. Okazuje się więc, że mimo wszystko trzeba analizować skład produktu, a także upewniać się co do posiadania certyfikatów. Ponadto zawsze warto sprawdzić firmę pod kątem testowania na zwierzętach, jeśli na etykiecie nie ma o tym informacji. Wychodzi na to, że kupienie odpowiedniego kosmetyku naturalnego też nie jest takie łatwe. Ja nie chciałam za dużo kombinować i szukać – zależało mi jedynie na spróbowaniu bardziej naturalnej pielęgnacji. Właśnie dlatego postawiłam na sprawdzone, zaufane marki cenione przez wegan, żeby nie tracić czasu na analizowanie rzeczy, o których mam naprawdę niewielkie pojęcie.

Moje spostrzeżenia

Pierwszym, co nasunęło mi się na myśl, jest pewna zależność, którą zauważyłam – wielkie koncerny produkują kosmetyki wypełnione szkodliwą chemią, co u wielu osób skutkuje pojawieniem się najróżniejszych problemów – przesuszenie skóry, wypryski, trądzik czy łamliwe włosy to tylko niektóre z nich. Chcąc sobie z tym poradzić, kupujemy kolejne kosmetyki, które na dłuższą metę nie działają, a półka w łazience zaczyna uginać się pod ciężarem rozmaitych specyfików. Jest to błędne koło, z którego korzyść czerpią jedynie producenci. Nie mając nic do stracenia, postanowiłam zrezygnować z tego wszystkiego i dać szansę pielęgnacji naturalnej, której nie próbowałam nigdy wcześniej.

Kupienie kosmetyku naturalnego nie jest takie trudne, jak myślałam na początku, tylko trzeba wiedzieć gdzie i czego szukać – musiałam po prostu przyzwyczaić się do tego, że niektóre produkty kupię tylko w wybranych sklepach lub zamówię przez internet. Dzięki temu odkryłam firmy produkujące jedynie naturalne, wegańskie kosmetyki – wbrew pozorom jest ich całkiem sporo, a rynek ten wciąż rośnie, również w naszym kraju.

Początek zmian

W pierwszej kolejności wymieniłam kosmetyki do pielęgnacji twarzy, bo właśnie w tym przypadku miałam największe oczekiwania. Już po około tygodniu zauważyłam dużą poprawę, ilość wyprysków się zmniejszyła, a cera stała się gładsza i jaśniejsza. Stopniowo wymieniam również kosmetyki kolorowe. Jestem coraz bardziej zadowolona ze swojego wyglądu i mimo że czasem jeszcze coś mi wyskakuje, to moja cera ostatni raz wyglądała tak dobrze pewnie przed okresem dojrzewania.

Wymiana innych kosmetyków nie przyniosła tak spektakularnych efektów. Włosy zaczęły mi się puszyć, a w pozostałych przypadkach po prostu nie było żadnej różnicy. Przez jakiś czas miałam mały dylemat. Z jednej strony kosmetyki naturalne są dużo droższe, przy czym nie widzę żadnych korzyści płynących z ich używania. Z drugiej strony myśl o takiej ilości chemii na moim ciele jest nieco odpychająca.

Rozwiązanie okazało się dosyć banalne. Już nawet w Rossmannie dostaniemy kosmetyki naturalne w niskiej cenie, jak choćby te z linii Alterra. Nie są to produkty idealne i można im zarzucić to i owo. Mimo wszystko uważam, że i tak są o wiele lepszym wyborem, niż te, których używałam dotychczas. Moje włosy reagują na nie najlepiej, na całym ciele nie widzę różnicy, jednak świadomość, że wyeliminowałam ciężkie, syntetyczne produkty, sprawia, że czuję się lepiej.

Najlepiej sprawdzić na sobie

Przy okazji przekonałam się, że pielęgnacja przy użyciu  chemii, którą do tej pory lekceważyłam, jak również kosmetyki naturalne, na które patrzałam z przymrużeniem oka, mają realny wpływ na stan skóry czy włosów. Teraz, gdy moja koleżanka mówi „ja tam nie wierzę w te niby naturalne kosmetyki” przypominam sobie, że kiedyś mówiłam to samo. Wtedy, gdy masę pryszczy przykrywałam coraz grubszą warstwą pudru. Jest to dla mnie po prostu nauka na przyszłość, żeby nie zakładać niczego z góry. Czasem naprawdę warto spróbować czegoś nowego, zamiast wierzyć w reklamy obiecujące cuda.

*grafika wykorzystana w poście pochodzi ze strony http://magia-natury.pl/, natomiast tło obrazka wyróżniającego ze strony http://polki.pl/

  • Ela

    Po przeczytaniu Twoich postów stwierdzam że mądra, płynąca pod prąd, niestereotypowo myśląca z Ciebie osoba. Dobra robota z tą stroną!
    Ja ze swojej minimalistycznej strony polecam najstarsze naturalne mydło świata- syryjskie Aleppo, ma tylko 4 składniki, osobiście używam do mycia całego ciała łącznie z włosami , pozbyłam się dzięki niemu wszelkich problemów skórnych. Pozdrawiam!

    • niepoprawna weganka

      Dziękuję za miłe słowa, ale jeszcze bardziej za polecenie mydła, nie słyszałam o nim wcześniej, a teraz jestem mocno zaintrygowana. Jak by się u mnie sprawdziło, to dopiero byłoby coś – jeden kosmetyk do wszystkiego, marzenie!
      Pozdrawiam również!