Pielęgnacja

5 sposobów na zdrową cerę

naturalna pielęgnacja

W ciągu ostatniego roku udało mi się doprowadzić moją skórę do zadowalającego stanu. Niestety nie znalazłam jednego magicznego środka, który rozwiąże problemy w tydzień. Stopniowo wprowadzałam kolejne zmiany i dziś chcę je podsumować tym wpisem, bo mam nadzieję, że sposoby, które sprawdziłam na sobie, pomogą też komuś z Was. 

Nie pamiętam kiedy zaczęły się moje problemy z trądzikiem, ale stawiam na początek gimnazjum. Na szczęście nie przyjął on ostrej postaci, nie pozostawił po sobie wielkich blizn, jednak brodę i okolice ust zawsze miałam obsypane pryszczami i drobnymi wypryskami, które wyciskałam z uporem maniaka, jedynie pogarszając sytuację.

Od początku nieustannie walczyłam ze swoją skórą, ciągle próbując nowych kosmetyków, sposobów pielęgnacji, maści przepisanych przez dermatologa, a nawet naświetlania specjalną lampą, jednak efekty były słabe, lub nie było ich wcale. Wszyscy wokół uspokajali mnie, że to tylko okres dojrzewania, jednak przez lata naprawdę mało się zmieniało, choć to może tylko moje wrażenie. Niezmiennie wstydziłam się swojej cery i nie wychodziłam z domu bez makijażu.

Aż w końcu coś się ruszyło.

 

1. Na początek weganizm

Pisałam już w poście podsumowującym rok weganizmu, że to właśnie zmiana diety okazała się kluczową kwestią dla poprawy stanu mojej skóry. Gdy parę lat temu próbowałam wegetarianizmu, brak mięsa rekompensowałam sobie nabiałem (w sporym nadmiarze), co poskutkowało drobnymi, maleńkimi wypryskami w ilości, jakiej nie widziałam u siebie nigdy wcześniej i nigdy później. Był to jeden z powodów, przez które wróciłam do diety tradycyjnej.

Po zmianie diety na wegańską i przetrwaniu miesiąca z większą ilością pryszczy, gdy moja cera się oczyszczała, było coraz lepiej. Przede wszystkim pryszcze zniknęły niemal zupełnie, dotychczas problematyczne obszary stały się całkiem gładkie, a drobne wypryski pojawiały się zdecydowanie rzadziej, już tylko na czole.

Po takich doświadczeniach nie trudno dojść do wniosku, że to właśnie nabiał szkodził mi najbardziej. Oczywiście cała dieta ma znaczenie – jem więcej warzyw i owoców, więc na brak witamin mój organizm nie może już narzekać.

 

2. Zmiana kosmetyków

Stopniowo wymieniam wszystkie kosmetyki na naturalne. O różnicy między kosmetykami naturalnymi i konwencjonalnymi możecie poczytać tutaj. Na początku skupiłam się na podstawowych kosmetykach do pielęgnacji, czyli żelu myjącym, toniku i kremach na dzień i na noc. Choć już przy pierwszym podejściu zauważyłam różnicę, to absolutnym hitem jest dla mnie zielona linia Vianka, a zwłaszcza krem na noc, po którym różnica jest naprawdę zauważalna.

Nadal wymieniam kosmetyki kolorowe, choć to zajmie mi jeszcze trochę czasu – obecnego brązera czy rozświetlacza nie zużyłam nawet w połowie.

Kosmetyki naturalne są oczywiście droższe, jednak są to produkty, które uzupełniam mniej więcej co trzy miesiące, a biorąc pod uwagę widoczne efekty, nie zamierzam żałować tych kilku złotych różnicy.

 

3. Im mniej, tym lepiej

Tego „odkrycia” dokonałam trochę przypadkiem, gdy zainteresowałam się minimalizmem i wyeliminowałam z użycia większość kosmetyków. Oczywiście potem okazało się, że jednak czegoś mi brakuje, ale dzięki temu doświadczeniu moja cera miała czas na odpoczynek, a ja znalazłam złoty środek jej pielęgnacji.

Nie nakładam już tysiąca specyfików na twarz. Rano myję ją samą wodą i smaruję kremem. Wieczorem używam żelu myjącego, toniku i kremu na noc, czasem oleju kokosowego. Jeśli danego dnia robię makijaż, to zmywam go od razu po powrocie do domu. Peelingu używam, gdy mi się przypomni, czyli mniej więcej raz na dwa tygodnie.

Oczywiście znowu musiałam przeczekać okres przejściowy, gdy moja cera była trochę przesuszona i nadmiernie wydzielała sebum, jednak po pewnym czasie wszystko się wyregulowało. Żyjemy w otoczeniu, w którym skórze trzeba trochę pomóc, odpowiednio ją oczyścić i nawilżyć, jednak nie ma co przesadzać, z większością problemów poradzi sobie sama, jeśli damy działać naturalnym procesom, zamiast zaburzać je stosem kosmetyków na wszystko.

 

4. Higiena


Pędzle i wszelkie akcesoria do makijażu trzeba myć codziennie, bo są idealnym siedliskiem dla bakterii – o tym mówi się już od jakiegoś czasu i wydaje mi się to oczywiste. Natomiast do częstego wymieniania poszewki na poduszkę podchodziłam lekceważąco, nie wiem dlaczego.

W czasie snu twarz ma z nią kontakt przez wiele godzin, a przecież na niej też mogą pozostawać resztki kosmetyków i olejków, czy to z twarzy, czy z włosów. A na domiar wszystkiego psy uwielbiają spać właśnie na mojej poduszce, żadnej innej.

Z lenistwa nie wymieniam poszewki codziennie, ale 3 dni to moje maksimum.

 

5. Trochę dystansu

Pamiętam, że kiedyś wszelkie krosty odbierały mi pewność siebie i za wszelką cenę chciałam je zakryć, nie umiałam wyjść bez makijażu nawet po bułki. Co prawda teraz jestem już całkiem zadowolona ze swojej cery, ale moje zadowolenie płynie też z akceptacji tego, że moja cera nie jest idealna.

Czasem coś mi wyskoczy, mam przebarwienia, pęknięte naczynko na policzku, które mogłabym usunąć laserowo. Tylko po co zawracać sobie tym głowę? To podsumowanie wszystkich powyższych punktów – odpuściłam, przestałam się nadmiernie przejmować i szukać kolejnego innowacyjnego kosmetyku. Jasne, przy ostrym trądziku dermatolog jest potrzebny, ale jeśli mówimy o kilku pryszczach na krzyż…

Daję swojej skórze żyć. To tylko pryszcz, a nie druga głowa.

  • Rinn

    Jak na nomakeup to jest naprawdę bardzo dobrze :).

    • niepoprawna weganka

      Dziękuję! 🙂

  • Czytam Pani bloga z ogromną przyjemnością 🙂

    • niepoprawna weganka

      Dziękuję za te słowa, aż się uśmiechnęłam. ♥